Nowa era ekonomii: czy inflacja wraca na dobre?

0
49
Nowa era ekonomii: czy inflacja wraca na dobre?

Grudniowe posiedzenie najważniejszego komitetu ekonomicznego amerykańskiej Rezerwy Federalnej było rutynowe. Politycy zgodzili się, że gospodarka powinna być w stanie poradzić sobie ze wzrostem wydatków “bez silnej presji na wzrost cen”. Chociaż ceny niektórych surowców gwałtownie rosły, “dobra finalne nie podlegały silnej presji na wzrost cen”. Komitet doszedł więc do wniosku, że uogólniona inflacja nie jest poważnym problemem.

To spotkanie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku odbyło się 15 grudnia 1964 roku, zaledwie dwa tygodnie przed rozpoczęciem 17-letniego okresu, który Rezerwa Federalna nazwała Wielką Inflacją. Obecnie panuje zgoda co do tego, że wzrost cen surowców i towarów można wytłumaczyć pandemią, a ryzyko ponownego wzrostu globalnej inflacji jest niskie.

Nawet teraz eksperci uważają, że mają inflację pod kontrolą. Andrew Bailey, prezes Banku Anglii, chętnie zaznacza, że bardzo uważnie przygląda się inflacji, ale nie jest nią zaniepokojony. **Wśród tych, którzy zmienili zdanie, jest Roger Bootle, autor książki “The Death of Inflation”, który zauważył nadchodzący spadek cen w połowie lat 90. Dziś jednak jest zaniepokojony. W maju napisał: “Rynki finansowe będą musiały przyzwyczaić się do powrotu nieprzyjemnych problemów, które do niedawna uważaliśmy za dawno umarłe”.

Obecni bankierzy centralni nie mieli do czynienia z problemami inflacji w trakcie swojej kariery. Średnia globalna stopa inflacji w latach 70. i 80. wynosiła około 10%. W latach 90. spadł do 5% w krajach należących do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Na początku tego tysiąclecia spadł on do 3%, a w 2010 roku do 2%. Pytanie brzmi: czy świat wchodzi w nową erę inflacji?

Podczas gdy wiele gospodarstw domowych uważa, że definicją stabilności cen jest całkowity brak inflacji, ekonomiści i decydenci opowiadają się za umiarkowanym wzrostem cen w ciągu roku o około 2%. Zmniejsza to ryzyko, że kryzys gospodarczy wywoła spiralę deflacyjną powodującą spadek wydatków, cen i płac, co zwiększyłoby realne obciążenie długiem i uderzyłoby mocniej w wydatki. Holger Schmieding, który jest głównym ekonomistą Banku Berenberg, powiedział, że umiarkowana inflacja smaruje koła gospodarki, pozwalając upadającym branżom na zgrabne wyjście z rynku. W rzeczywistości wyższa inflacja ułatwia dostosowanie gospodarcze, ponieważ stwarza przestrzeń do zmiany relatywnych płac bez potrzeby bezpośredniego cięcia płac w sektorach, które obecnie nie radzą sobie dobrze.

W najbardziej rozwiniętych gospodarkach świata – Stanach Zjednoczonych, strefie euro i Japonii – bankom centralnym nie udało się osiągnąć docelowej inflacji na poziomie 2 procent, pomimo obniżenia stóp procentowych do zera i stworzenia bilionów dolarów, euro i jenów, które zostały przelane na rynki poprzez zakup długu państwowego. Umiarkowany wzrost inflacji zostałby więc przyjęty z zadowoleniem przez banki centralne, którym powierzono zadanie osiągnięcia stabilności cen.

Według Karen Ward, głównej strateg rynku europejskiego w JPMorgan Asset Management, zakładali oni, że strukturalne ulepszenia po stronie podaży, takie jak technologia czy globalizacja, są tak duże, że nie ma potrzeby martwić się o to, że popyt ich przerośnie. Musimy jednak uważać, by nie przytłoczyć podaży popytem, co w ostatecznym rozrachunku doprowadziłoby do inflacji.

To właśnie te obawy spowodowały wzrost oczekiwanej stopy inflacji w Stanach Zjednoczonych i Europie. Podczas pandemii doświadczyliśmy niedoborów mikrochipów, produktów drzewnych, wielu metali, a nawet sera. Były to przyczyny pośrednie wyższej inflacji, ale rynki finansowe obawiają się, że główną przyczyną były związane z pandemią bodźce fiskalne i monetarne, które ostatecznie doprowadziły do szybszego ożywienia w rozwiniętych gospodarkach.

Ponieważ polityka gospodarcza będzie naciskać na akcelerator mocniej niż kiedykolwiek w najnowszej historii, wydatki mogą przekroczyć zdolność gospodarek do dostarczania dóbr i usług, zwłaszcza jeśli kryzys związany z pandemią koronawirusa i rządowym bodźcem sprawi, że ludzie będą mniej chętni do pracy. Spowoduje to niedobory siły roboczej i wywrze znaczną presję na firmy, by podniosły płace.

Tak właśnie wygląda potencjalna nierównowaga pomiędzy rosnącym popytem a bardziej ograniczoną podażą, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Niektórzy zwolennicy centrolewicowych idei politycznych twierdzą, że światła ostrzegawcze migają. Larry Summers, były sekretarz skarbu USA, uważa, że polityka gospodarcza jest zbyt luźna i wielokrotnie krytykował “niebezpieczne samozadowolenie” obecnych polityków.

Biały Dom wydał oświadczenie, w którym mówi, że silna gospodarka zależy od solidnych podstaw inwestycji publicznych. Według obecnej administracji amerykańskiej, inwestycje w pracowników, rodziny i społeczności mogą się opłacić w nadchodzących dekadach. Janet Yellen, obecna Sekretarz Skarbu USA, sama przyznała, że podwyżka stóp procentowych będzie prawdopodobnie konieczna, aby uchronić amerykańską gospodarkę przed przegrzaniem. Zmiana polityki nastąpiła w momencie, w którym ekonomiści zaczęli przyznawać, że niektóre z wielkich globalnych sił utrzymujących ceny na niskim poziomie są znacznie słabsze niż w przeszłości. Wielu inwestorów przenosi kapitał w bardziej stabilne inwestycje jak na przykład złoto.

Długi boom na wielkość siły roboczej dobiegł końca, a jej wielkość jest na granicy spadku po raz pierwszy od dziesięcioleci. Charles Goodhart, były główny ekonomista Banku Anglii, powiedział, że mniejsza liczba nowych pracowników włączonych do globalnej siły roboczej w czasie, gdy wielkość siły roboczej w rozwiniętych gospodarkach maleje ze względu na starzenie się populacji, doprowadzi do zwiększonej presji na firmy, by wprowadziły podwyżki płac, wywierając presję na inflację. Presja demograficzna rośnie już od dekady. W ciągu następnych pięciu lat prawdopodobnie będziemy świadkami wzrostu presji inflacyjnej.

Za tym właśnie opowiadał się Goodhart przed rozpoczęciem pandemii. Teraz zauważa, że obecna presja wraz z polityką stymulacyjną i ograniczeniami w podaży posunęły sprawy do przodu. Według Goodharta, jesteśmy skłonni sądzić, że inflacja będzie wyższa niż pierwotnie oczekiwali tego bankierzy centralni, głównie z powodu ograniczeń podaży w 2021 roku. Będzie on również wyższy w latach 2022 i 2023, ponieważ wystąpi kumulacja dużego salda monetarnego połączonego z ekspansją fiskalną.

Wysokość inflacji oczekiwanej na rynkach finansowych w 2021 roku gwałtownie wzrosła, ale politycy są spokojni. Rzeczywiście, istnieje pogląd, że inflacja wraca do bardziej normalnego poziomu, a amerykańska Rezerwa Federalna jest zdecydowana utrzymać swoje propozycje aktywne do czasu, aż pojawi się bardziej integracyjne ożywienie, więc jest to wyjątkowo akomodacyjne nastawienie. Według Laurence’a Boone’a, głównego ekonomisty Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, jest to właściwe podejście. Jej zdaniem jest jeszcze za wcześnie, by bić na alarm w sprawie rosnącej inflacji.

W większości gospodarek na rynku pracy istnieje znaczny luz. Silna presja demograficzna w tych krajach mogłaby zostać rozwiązana przez późniejsze przechodzenie na emeryturę. Inne kraje, takie jak część Azji i Afryki, chętnie zintegrowałyby się z globalną gospodarką w taki sam sposób, jak zrobiły to Chiny.

Pogląd Boone’a jest wyrazem konsensusu wśród ekonomistów. Światowe banki centralne są przekonane, że jakikolwiek wzrost inflacji w tym roku będzie tylko tymczasowy i szybko zostanie powstrzymany przez odpowiednią politykę. Jednak po raz pierwszy od wielu dekad istnieje możliwość, że nadszedł znaczący punkt zwrotny i wzrost cen będzie czymś więcej niż tylko chwilową niedogodnością.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here